• PaniPedagog

Historia pewnego ucznia zagrożonego niedostosowaniem społecznym



Ów uczeń miał ze mną zajęcia ze względu na zagrożenie niedostosowaniem społecznym.


Jak się domyślacie owe zajęcia prowadziłam z nim pracując w szkole jako pedagog szkolny. A jak już wiecie praca pedagoga była moją pierwszą pracą więc, gdy dowiedziałam się, że mam prowadzić zajęcia z nazwijmy go Jasiem nie ukrywałam swojego strachu, stresu i pustki w głowie - no bo wiecie - wcześniej nie miałam styczności tak na co dzień z takim agentem więc pierwsze pytanie, które mi przyszło do głowy to -Co ja mam z nim niby robić ? Mówić mu : "Słuchaj jak będziesz się zachowywał tak czy siak to będzie źle". Taaa już to widzę jak on mnie będzie słuchał. Dobry, żart, nie ?


Dodam tylko, że Jaś był ode mnie chyba ze dwie głowy wyższy, ale za to posturą może i mu dorównywałam bo wtedy prawie 100 kg ważyłam więc masową przewagę nad nim miałam. No nie no, to był taki żarcik z tą przewagą, a nie wagą :)


Przed zajęciami wiecie odpalam zacne źródełko Internetu i szukam, szukam i szukam i w sumie to zero konkretów. Jakieś tam karty fajne i niefajne zachowanie - wiecie coś w tym stylu. Ale myślę sobie po raz kolejny- Taa już to widzę, jak on mi to zaraz wszystko ślicznie wypełni...


Więc wymyśliłam sobie takowy plan działania- czy okazał się on skuteczny to się dowiedziecie :)


Na początku zaczęłam od szczerej rozmowy z wychowawcą żeby mi powiedziała coś więcej na jego temat, coś czego jeszcze nie wiem i nie zostało wymienione w takiej ankiecie klasowej diagnostycznej. (pedagodzy i wychowawcy pewnie doskonale widzą cóż to za cudo)


Później, gdy miałam zajęcia w jego klasie to się mu przyglądałam - wiecie obserwacja :)


Okazało się, że zajęcia miałam zacząć pod koniec września więc na szczęście po zebraniach z rodzicami. Więc poprosiłam mamę Jasia o rozmowę. No cóż mogę powiedzieć.


"No Pani on się nie chce uczyć", "On nie słucha", "Tylko gra w te gry". No i w sumie nie będę wymieniać dalszych tekstów bo wszyscy je dobrze znamy. Powiedzmy, że zbyt wiele to ja się nie dowiedziałam.


Ale wiecie trzeba było działać.


Początki były ciężkie - nie ukrywam. Próbowałam metod i sposobów polecanych w mądrych książkach i Internetach czyli jakieś tam karty pracy, dobre, niedobre zachowanie i konsekwencje. No i widziałam tą minę Jasia i zapewne jego słowa w myślach " Taa, mów se babo mów".


W końcu mówię dobra tak nie może być ! Widzę, że to nic nie da i do niczego nie prowadzi. Jasiu dalej zachowuje się jak zachowuje, oceny to pały z góry na dół i nic się nie zmienia.


To tak sobie pomyślałam, że podejdę go inaczej.


Przed kolejnym spotkaniem z Jasiem miałam zajęcia w jego klasie, które specjalnie dotyczyły zainteresowań, ulubionych rzeczy itd. Dzięki temu dowiedziałam się co Jasiu lubi najbardziej i następne zajęcia z nim zaczęłam od tematu gry. No i Jasiu patrzył na mnie z otwartymi oczami, że ja w ogóle "mówię jego językiem i wiem o co kaman z tą grą" .


I wiecie - pomiędzy gadką o grze wplątywałam w to różne takie pytania dotyczące Jasia- oczywiście w formie swobodnej rozmowy, nie odpytywania. I tak żeśmy gadali na tych naszych zajęciach.


Okazało się, że w domu jest dość ciężko. Ma kolejnego "tatusia", mama w pracy, a on sam ze sobą. No i w sumie po co ma się uczyć skoro widzi jak jest w domu. No i dlaczego ma chodzić do szkoły skoro to i tak nie jest mu do niczego potrzebne. Wiecie pewnie doskonale o czym mówię.


Nasze zajęcia oparte były na rozmowach bo on nie miał z kim pogadać. Ale żeby nie było tak łatwo to w te nasze rozmowy zahaczały o różniaste ćwiczenia tusowskie, socjoterapeutyczne, trochę dramy, trochę treningu zastępowania agresji. Tylko wiecie nie mówiłam

"A teraz będzie takie i takie ćwiczenie" itd. Mówiłam swobodnie tak żeby nie wiedział, że teraz będzie ćwiczenie czy zadanie.


I powiem Wam, że on miał ze mną zajęcia o godzinie 15.00 i stało się tak, że on ( do dziś to pamiętam) zawsze przed 15 czekał pod gabinetem. Moje zajęcia były jednymi z dodatkowych, na które on chodził regularnie.


I tak step by step pomału Jasiu się zmieniał. Nie zapomnę nigdy jak ten wielkolud przyszedł do mnie i powiedział "Pani mam dopa z angielskiego. Zdaje do następnej klasy". Później doszło polepszenie zachowania. Wiecie nie oczekujcie cudów. Każdy czasem musi coś nabroić. Ważne, żeby było to czasem i w granicach normy :)


Teraz Jasiu jest w technikum- a mówił, że nigdy do niego nie pójdzie. No proszę ! :)


Nie ta metoda- to inna, nie ten sposób - to inne rozwiązanie. Bądźmy kreatywni, nie poddawajmy się, nie porównujmy, nie skreślajmy naszych Jasiów.


I chwalmy i motywujmy nawet za przysłowiową pierdołę bo dla agentów szczególnie zagrożonych niedostosowaniem ta pierdoła to szczyt, który udało im się zdobyć ! :)


Ps. No dobra ! Już nie mędrkuje ! ;)


650 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie